
Plakat I edycji FG
Już jutro w Radomiu rozpocznie się XVII Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski, organizowany przez Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego, kierowany przez Jarosława Rabendę. Wydarzenie, którego tradycja sięga ponad trzydziestu lat, należy do nielicznych na świecie przeglądów teatralnych poświęconych twórczości jednego pisarza. Nieprzypadkowo odbywa się właśnie w Radomiu. W pobliskiej Wsoli, w majątku swojego brata Jerzego, Gombrowicz bywał regularnie w okresie międzywojennym, pracując tam między innymi nad „Ferdydurke”. Dziś w tamtejszym pałacu mieści się muzeum pisarza. W tegorocznym konkursie weźmie udział dziesięć przedstawień z Polski, Macedonii Północnej i Argentyny. Program zapowiada się interesująco, zwłaszcza że zestawienie różnych inscenizacji tych samych utworów pozwoli przyjrzeć się temu, jak współczesny teatr odczytuje dzieła jednego z najbardziej przewrotnych polskich autorów. Takie zwierciadło mówi bowiem często więcej o tych, którzy się w nim przeglądają, niż o tym, kto je stworzył.
A tak zupełnie dla przypomnienia: Witold Gombrowicz (1904–1969) to jeden z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy. Autor „Ferdydurke”, „Trans-Atlantyku”, „Pornografii”, „Kosmosu” oraz zaledwie kilku dramatów („Iwona, księżniczka Burgunda”, „Ślub” i „Operetka”) przez znaczną część życia pozostawał na emigracji. W 1939 roku wyjechał do Argentyny, gdzie zastał go wybuch wojny, a do Europy powrócił dopiero w 1963 roku. Interesowała go przede wszystkim zależność człowieka od innych ludzi, którzy nieustannie narzucają mu określone role, zachowania i sposoby myślenia. Gombrowicz podważał narodowe świętości, społeczne hierarchie, autorytety i konwenanse, nie oszczędzając przy tym samego siebie. Jego twórczość, pełna groteski, prowokacji i bezlitosnej ironii, wciąż stanowi dla teatru wyzwanie. Jak bowiem pokazać człowieka, który próbuje uwolnić się od formy, za pomocą medium, które samo w sobie jest formą? Jak przedstawić jednostkę usiłującą wyzwolić się spod wpływu innych, skoro w teatrze z definicji poddana jest spojrzeniom i ocenie kilkuset osób?
Najbardziej oczywistym punktem wyjścia do tych rozważań jest „Ferdydurke”, powieść o trzydziestoletnim Józiu, którego profesor Pimko zawraca do szkoły, rozpoczynając proces jego ponownego „upupiania”. Kolejne środowiska – szkolne, mieszczańskie i ziemiańskie – usiłują podporządkować bohatera własnym wyobrażeniom o tym, kim jest i kim powinien być. W Radomiu zobaczymy dwie inscenizacje tej powieści. Dariusz Lewandowski w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim przygotował przedstawienie o charakterze onirycznym, mocno wykorzystujące choreografię, muzykę i zespołowe aktorstwo. Z kolei Mariusz Malec w warszawskim Och-Teatrze postawił na czytelność Gombrowiczowskich sytuacji i relacji między bohaterami, pozostając blisko realiów międzywojnia. Ważną rolę odgrywają tu kostiumy Zofii de Ines i muzyka wykonywana na żywo. Warszawska inscenizacja przyjedzie do Radomia z sześcioma nagrodami zdobytymi podczas ostatniego Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie, w tym z Nagrodą Publiczności.
Z „Ferdydurke” związany jest również spektakl inaugurujący festiwal. Mikołaj Grabowski, jeden z najważniejszych polskich interpretatorów Gombrowicza, przygotowuje właśnie z radomskim zespołem premierę „Przeciw…”, opartą przede wszystkim na „Dzienniku”, ale wykorzystującą także szkolną scenę z powieści oraz esej „Przeciw poetom”. W zapowiedziach reżyser deklaruje, że interesuje go Gombrowicz jako człowiek nieustannie kwestionujący zastane porządki, autorytety i artystyczne hierarchie. Można się więc spodziewać nie tyle kolejnej adaptacji konkretnego utworu, ile próby scenicznego sportretowania samego pisarza poprzez jego polemiki, prowokacje i intelektualne spory.
Dwie kolejne propozycje to adaptacje „Iwony, księżniczki Burgunda”. Bohaterka dramatu, nieatrakcyjna, wycofana i niemal całkowicie milcząca dziewczyna, zostaje dla kaprysu księcia Filipa wprowadzona na królewski dwór. Jej obecność stopniowo obnaża obłudę dworzan, ich kompleksy, lęki i ukrywane pragnienia. W końcu wszyscy zaczynają postrzegać Iwonę jako zagrożenie, które trzeba usunąć. Macedońska reżyserka Biljana Radinoska z NI Comedy Theatre w Skopje koncentruje się na milczeniu bohaterki, działającym niczym lustro, w którym pozostali zaczynają dostrzegać własne słabości. Lena Frankiewicz w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej umieszcza natomiast dramat w kontekście współczesnej presji społecznej, kultu urody, popularności i wizerunku. Zestawienie obu przedstawień pozwoli sprawdzić, czy ta osobliwa matryca „obcego”, którego obecność dekonstruuje od środka wspólnotę, do której trafia, wciąż działa na współczesnego widza. Ciekawe mogą być również wnioski dotyczące tego, co zostaje z nami po takim doświadczeniu.
Osobne miejsce w programie zajmuje „Ślub”, jeden z najbardziej skomplikowanych dramatów Gombrowicza. Powracający z wojny Henryk śni o rodzinnym domu, który zamienił się w karczmę, rodzicach zdegradowanych do roli karczmarzy i ukochanej Mani będącej służącą. Próbuje przywrócić dawny porządek, ustanowić ojca królem, a następnie samemu przejąć władzę i doprowadzić do własnego ślubu. Wszystko jednak nieustannie wymyka mu się spod kontroli, ponieważ bohaterowie powołują siebie nawzajem do istnienia za pomocą słów, gestów i narzucanych sobie ról. Piotr Tomaszuk przygotował „Ślub” w Teatrze Wierszalin w Supraślu, od lat zajmującym się tradycją romantyczną oraz religijnością połączoną z obrzędowością. Wedle zapowiedzi w jego interpretacji ważne miejsce zajmują relacje Henryka z innymi postaciami oraz proces budowania własnego „ja”. To spotkanie Gombrowicza z estetyką Wierszalina zapowiada się jako jeden z ciekawszych punktów festiwalu.
Nie mniej interesujące powinno być zestawienie dwóch przedstawień inspirowanych „Trans-Atlantykiem”. W tej napisanej na emigracji powieści Gombrowicz rozprawia się z polskim patriotyzmem, narodową wspólnotą i bezwzględnym obowiązkiem podporządkowania jednostki ojczyźnie. Jego bohater, przebywający w Argentynie w chwili wybuchu wojny, odmawia powrotu do kraju, wikłając się w konflikt między tradycyjną polskością a prawem do indywidualnej wolności. Łukasz Witt-Michałowski w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie rozbudował powieść o fragmenty „Dziennika” i „Testamentu”. Starszy Gombrowicz powraca tu do wydarzeń własnej młodości, konfrontując się z podjętymi niegdyś decyzjami. Reżyser nie pomija tragicznego kontekstu wojny, który nadaje groteskowej historii zupełnie inny wymiar.
Z odmiennej perspektywy spogląda na ten sam utwór Alejandro Radawski, argentyński reżyser polskiego pochodzenia. Jego „Cyrk. Trans-Atlantyk”, przygotowany z artystami z Buenos Aires, wykorzystuje formułę cyrku do ośmieszenia narodowych mitów, kultu męskości, honoru i bohaterstwa. W przedstawieniu fragmenty powieści spotykają się z biografią pisarza oraz wyobrażoną relacją z Ritą Gombrowicz. Szczególnie interesujące będzie więc zderzenie twórczości Gombrowicza z wrażliwością artystów pochodzących z kraju, w którym polski pisarz spędził niemal ćwierć wieku życia.
Okres ten stanowi zresztą także punkt wyjścia dla „Rejsu. Historii” Radosława Stępnia z Teatru Nowego w Poznaniu. Twórcy zestawiają dwie podróże transatlantyckie: wyjazd młodego Gombrowicza do Argentyny w 1939 roku i jego powrót do Europy w roku 1963. Na scenie spotykają się więc dwie wersje tego samego człowieka, konfrontujące własne doświadczenia i wybory w szczególnych momentach życia. Stępień korzysta między innymi z „Ferdydurke”, „Trans-Atlantyku”, „Dziennika” i niedokończonego dramatu „Historia”. W przedstawieniu występuje gościnnie Mikołaj Grabowski.
Program konkursowy uzupełnia spektakl „Nienasyceni, czyli czysta blaga” Jerzego Łazewskiego z Mareckiego Ośrodka Kultury. To teatralny kolaż oparty na tekstach Gombrowicza, Witkacego, Brunona Schulza i innych twórców międzywojnia. Głównym bohaterem przedstawienia jest Witkacy, którego biografia staje się pretekstem do opowieści o sztuce i katastrofie zbliżającej się do przedwojennej Europy. Łazewski rezygnuje z linearnej fabuły na rzecz zmiennych konwencji, muzyki, groteskowych scen i obrazów teatralnych. Zestawienie tak różnych osobowości i sposobów myślenia o sztuce może okazać się ciekawą okazją, by spojrzeć na Gombrowicza z nieco innej perspektywy, dając widzowi szansę dostrzeżenia zarówno tego, co go z międzywojniem łączyło, jak i tego, co go na jego tle wyróżniało.
Poza spektaklami konkursowymi organizatorzy przygotowali debatę „Dlaczego Gombrowicz nie chodził do teatru?”, wystawę plakatów, koncert oraz pokaz fragmentów próby inscenizacji opowiadania „Tancerz mecenasa Kraykowskiego”. Codziennie odbywać się będą również rozmowy z twórcami w Studiu Festiwalowym, na które, jako ich moderator, serdecznie zapraszam. O nagrodach, w tym Grand Prix – Kapeluszu Gombrowicza, zdecyduje kilkuosobowe jury, z Grażyną Szapołowską na czele. Uroczysta gala finałowa odbędzie się w sobotę, 17 października! Tak więc widzimy się w Radomiu!