Jak nie spaść z wysokiego… C – o “Karmanioli” Moniuszki w reż. Pawła Aignera z Teatru Wybrzeże w Gdańsku (V edycja Klasyki Żywej)

zdj. materiały ze strony teatru

Pierwszym znaczeniem wyrazu “karmaniola” jest określenie francuskiej marszowej pieśni rewolucyjnej, wykonywanej w czasie egzekucji “wrogów ludu”. Towarzyszył jej często taniec o tej samej nazwie. Jeśli by więc w ten sposób popatrzeć na całość koncepcji Pawła Aignera, cały spektakl będzie właśnie taką ostrą, ironiczną pieśnią rewolucyjną, grywaną przy okazji egzekucji, której właśnie dokonują na nas politycy rządzącej partii. Znakomicie w tym kontekście gra motyw gilotyny – “bohaterki”, bez której nie może obejść się żadna sztuka na temat francuskiej rewolucji. Ta akurat mówi oczywiście o współczesnej Polsce, metaforę francuskiej rewolucji wykorzystując i wyciskając niczym cytrynę. Choć Aigner dyskretnie wskazuje analogie, interpretując rzecz zgodnie ze swoimi poglądami, jest to zupełnie niepotrzebne, publiczność bowiem w lot chwyta wszystkie aluzje, czego przykładem może być gromki śmiech puentujący historię Robespierre’a, dziecka rewolucji, która go wkrótce zgodnie z przysłowiem pożarła. Jeśli dołożymy do tego znakomite pomysły reżyserskie oraz świetne aktorstwo, otrzymamy energetyczny, zrealizowany inteligentnie i z dużą dozą smacznego humoru spektakl/kabaret, mający jednak do powiedzenia coś więcej, niż przedstawienie znanego w Polsce Pożaru w Burdelu. “Karmaniola” przypomina mi “Ułanów” Rymkiewicza w reżyserii Piotra Cieplaka z Narodowego: zjadliwą satyrę na głupotę, kompleksy i krótkowzroczność naszego społeczeństwa. Podzielona na dwie części Polska dostaje obuchem w łeb przy wtórze moniuszkowskich kupletów i salw śmiechu, które wywołują na widowni dziwnie znajome postaci, ich losy, mentalność i świat. Pytanie tylko, czy wszyscy rozumieją, że śmieją się tak naprawdę z siebie – bo już za chwilę na śmiech może być najzwyczajniej za późno…

Operetka Stanisława Moniuszki nosiła pierwotnie tytuł “Karmaniol, czyli Francuzi lubią żartować”, a opowiadała o młodym, pełnym zapału Karmaniolu, który chciał się zaciągnąć do francuskiej armii. Prapremiera tej wersji odbyła się w Wilnie gdzieś około połowy XIX wieku. Operetka zrobiła klapę i szybko zeszła afisza. Po latach wróciła do niej znana poetka, Joanna Kulmowa (z wykształcenia aktorka i reżyserka), pisząc całkiem nowe libretto. Karmaniola wprawdzie w nim zostaje, ale już tylko w charakterze tańca, bohaterami zaś opowieści są Polacy, funkcjonujący w rzeczywistości rewolucji francuskiej, tematem zaś fikcyjna oczywiście afera z polską królową na obczyźnie. Muzykę na nowo opracował Jerzy Dobrzański, włączając w dawną partyturę oryginalnego “Karmaniola” fragmenty innych utworów Moniuszki. Premiera tej nowej wersji operetki w Warszawskiej Operze Kameralnej w 1972 roku zakończyła się już pełnym sukcesem. Z jej ciekawszych realizacji warto wspomnieć tę z 1991 roku, wystawioną na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie, z Ewą Dałkowską i Magdaleną Kutą w rolach Maciejowej i Maryni. Jeśli chodzi o wersję Pawła Aignera, na plan pierwszy wysuwają się aktorki, które kradną całe show: Agata Bykowska (Marynia), Ewa Jendrzejewska (Maciejowa) oraz Marzena Nieczuja-Urbańska (Niania). Te znakomite aktorki zawłaszczają scenę Wybrzeża, tworząc niezbyt liczną, ale znaczącą reprezentację kobiet i choć aktorzy, z Grzegorzem Gzylem i Cezarym Rybińskim na czele w niczym im nie ustępują, to one stają się głównymi bohaterkami spektaklu, świetnie odnajdując się w słodko-gorzkiej, pełnej ironii konwencji spektaklu. Znakomite, funkcjonalne i piękne kostiumy zaprojektowała legenda polskiej sceny – Zofia de Ines. Energię zaś spektaklu zawdzięczamy muzyce granej na żywo pod kierownictwem Tomasza Lewandowskiego.

Spektakl Aignera to jedna z najlepszych propozycji klasycznych tekstów na polskich scenach. Odkrywa dla współczesności znaną, ciekawą i wartą uwagi sztukę, czci Moniuszkę (coś dla rocznicofilów), a przede wszystkim stara się, używając jej sztafażu, powiedzieć o nas i naszym świecie coś ważnego. Wszystko to robi na dodatek z humorem i ironią, z pełnym zaangażowaniem twórców oraz znakomitym rzemiosłem aktorów. Niektórzy mają kłopoty ze śpiewaniem, ale nie ma to znaczenia, jesteśmy wszak w teatrze dramatycznym i nie o wysokie “C” tu chodzi. Słowem – sukces.

Ps. Tekst ten został napisany przeze mnie w ramach prac Komisji Artystycznej V Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej “Klasyka Żywa”. Przeklejam go więc tutaj ze strony E-teatru, za zgodą Instytutu Teatralnego w Warszawie.

Kategorie: , | Tagi: |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *