Żołnierski pogrzeb L. – o „Requiem dla L” Alaina Platela z les balletes C de la B w Gandawie/Podsumowanie festiwalu z nagrodami! (DOMAGALAsięKONTAKTU cz. XI ost.)

zdj. Chris van der Burght

„Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem/jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam/Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk/kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie /werbel werbel wiem nic pięknego”

Zbigniew Herbert, fragm. „Tren Fortynbrasa”

L. jest prawdziwa. To starsza, biała kobieta, która świadomie zgodziła się „zagrać” w spektaklu Alaina Platela. Jej rola jest specyficzna: na wielkim ekranie obserwujemy ją i proces jej umierania. Prawdziwy, choć montażowo przycięty tak, żeby pasował czasowo do struktury spektaklu. Agonia L. kończy się trochę wcześniej niż spektakl, przez kilka ostatnich minut przedstawienia obserwujemy jej martwe ciało. Gdyby interpretować ten „zabieg” teatralnie, a przecież inaczej nie wolno, L. nie dokończyła dzieła swojego życia, czyli… agonii. Alain Platel dopowiada je na scenie za pomocą sztuki teatru, biorąc na warsztat inny utwór, przerwany śmiercią autora czyli Requiem Mozarta – tu rozpisane na czternastu (w ogromnej większości czarnoskórych) muzyków z całego świata oraz przełożone na narodowe języki i współczesne muzyczne style.

Osią konstrukcyjną spektaklu Platela jest więc zderzenie dwóch narracji: agonii L. i mszy żałobnej Mozarta, rezultatem którego jest wybitnie chrześcijańskie, przejmujące misterium śmierci współczesnego człowieka. W takim kontekście, tu, w Polsce, nie można nie wspomnieć o kilku ostatnich dniach Jana Pawła II, któremu świat – poprzez media – towarzyszył we wstrząsającym procesie odchodzenia, będącym współczesną symboliczną wersją Chrystusowej męki. Procesem prawdziwym i realizującym się w pełnej świadomości i pokorze wobec śmierci. Dla wielu tamte wydarzenia były wstrząsającym, katartycznym przeżyciem, zmieniającym ich sposób myślenia i przewartościowującym ich życie. W takim sensie tamten wielki, realistyczny spektakl wydaje się mieć punkty wspólne z dziełem Platela, który – wykorzystując podstępnie medium teatru – zmusza nas, widzów, do zmierzenia się ze śmiercią. Cudzą, a w konsekwencji także naszą własną. Proces ukrywania w naszej kulturze wszystkiego, co związane ze śmiercią, stał się w ostatnim półwieczu tak intensywny, że większość z nas, współcześnie żyjących, w ogóle nie miała z nią do czynienia. Kończy się to gigantyczną tragedią i traumą w sytuacji, gdy odchodzi od nas ktoś bliski. W tym sensie spektakl Platela staje się rodzajem pornografii śmierci, rzeczywistym przekroczeniem granic teatru, narusza bowiem jedno z najpotężniejszych tabu współczesności: niemówienia i niereagowania, czy precyzyjniej – nieumiejętności naszego reagowania w zetknięciu z realną śmiercią.

Innym wątkiem spektaklu Platela jest szersze potraktowanie historii L. Oto widzimy, jak starsza biała kobieta umiera, a mszę za zmarłych (czyli requiem) nad jej grobem odprawiają w głównej mierze czarnoskórzy mieszkańcy Afryki lub ich bezpośredni potomkowie. W kontekście tego, że jedną z najbliższych osób L., oglądanych na filmie jest jej czarnoskóra, adoptowana córka, można interpretować spektakl Platela także jako requiem dla Europy, zalewanej falą afrykańskiej migracji.

Teatralnie i muzycznie spektakl jest znakomity, ale Alan Platel zdążył nas już do tego przyzwyczaić. Wielkie wrażenie robią sceny, gdy L. na filmie otwiera oczy i wydaje się, że dostrzega to, co dzieje w pokrytej grobami (uprawnione skojarzenie z żydowskim cmentarzem w Berlinie) przestrzeni spektaklu Platela. Muzycznie czeka widza uczta. Oryginalne mozartowskie Requiem przenika się z innymi swymi wersjami w narodowych językach wykonawców i w reprezentowanych przez nich muzycznych stylach – podobnie jak uniwersalny motyw śmierci odmiennie realizujący się w indywidualnych losach ludzi. Jeśli L. naprawdę patrzy i widzi poprzez ekran, dostrzega także nas, którzy w milczeniu i ciemności uczestniczymy w tym rytuale. To spojrzenie może przynieść wstrząs, nie możemy uciec przed nim i ukrytą w nim prawdą o nas samych. Podobnie jak L., raz na jakiś czas uświadamiamy sobie, że czeka nas śmierć, to impuls, przeczucie, swoiste „memento mori” – a to jadąc samochodem, a to w poczekalni u lekarza lub na pogrzebie znajomej osoby. Doznajemy wtedy uczucia strachu i przyrzekamy sobie w duchu, że będziemy lepsi, że nie będziemy trwonić życia. Spektakl Platela, będący w istocie przetworzonym przez sztukę teatru pogrzebem L., również ten impuls wyzwala. Oby postanowienia poczynione w trakcie jego przeżywania były trwalsze, niż te codzienne. W końcu z każdego – prócz własnego – pogrzebu trzeba wrócić i żyć dalej.  

Podsumowanie

Czas toruńskiego Festiwalu dobiegł końca. Było to wielkie święto teatru i tego, co w nim najbardziej poruszające – emocji. Poziom festiwalowych spektakli był wysoki i w ciekawy sposób ukazywał różnice, między tym co, za Bugiem i Odrą. Bardzo chciałbym podziękować panom dyrektorom, Andrzejowi Churskiemu i Pawłowi Paszcie za zaufanie i zaproszenie do Torunia, gdzie miałem zaszczyt oprowadzać Państwa po „labiryncie zwanym teatrem”. Dziękuję też kilku tysiącom (!) Czytelników festiwalowej relacji DOMAGAŁAsięKONTAKTU. Mam nadzieje, że moje teksty były uzupełnieniem spektakli i spotkań, swoistym teatralnym programem, który pozostawi ślad po naszej wspólnej teatralnej przygodzie. Dziękuję również wszystkim wspaniałym Pracownikom Teatru im. Horzycy, bez których nie byłoby tego Festiwalu, szczególnie zaś paniom: Katarzynie Peplinskiej oraz Justynie Kłosińskiej, które niezwykle ofiarnie pomagały mi w codziennej redaktorskiej pracy. Specjalne podziękowania dla pani garderobianej Brygidy Szuluk (już Ona wie za co!) oraz Katarzyny Kopias-Czekay, redaktorki moich tekstów, która nieustannie czuwa nad ich językowym poziomem.

A teraz czas na moje toruńskie nagrody (kolejność nie gra roli):

  • Najlepszy spektakl Festiwalu:

„Panna bez posagu”, reż. Dmitrij Krymow, Szkoła Sztuki Dramatycznej Laboratorium Dmitrija Krymowa w Moskwie; „Leonce i Lena”, reż. Thom Luz, Theater Basel w Bazylei

  • Najlepszy Aktor Festiwalu:

Piotr Pilitowski, „Sekretne życie Friedmanów”, Teatr Ludowy w Krakowie; Maksym Maminow, „Panna bez posagu” reż. Dmitrij Krymow, Szkoła Sztuki Dramatycznej Laboratorium Dmitrija Krymowa w Moskwie

  • Najlepsza Aktorka Festiwalu:

Maria Smolnikowa, „Panna bez posagu” reż. Dmitrij Krymow, Szkoła Sztuki Dramatycznej Laboratorium Dmitrija Krymowa w Moskwie; Małgorzata Kochan, „Sekretne życie Friedmanów”, Teatr Ludowy w Krakowie; Guna Zarina, „Medea”, Ryski Rosyjski Teatr im. Michaiła Czechowa

  • Najlepszy Reżyser:

Thom Luz, „Leonce i Lena”, reż. Thom Luz, Theater Basel w Bazylei

  • Nagroda Serca:

„Marusia”, reż. Aleksander Andrijaszkin, Dialogue Dance w Kostromie