Młodzi w "Amoku" – dyplom krakowskiej PWST w reż. Marcina Libera na "Boskiej"

“Amok. Pani Koma zbliża się” w reżyserii Marcina Libera to dyplom V roku Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie. Młodzi artyści próbują znaleźć odpowiedź na pytania: skąd się bierze i w jaki sposób rodzi się zło, które popycha ludzi do masowego zabijania. Materią poddaną teatralnej eksploracji stają się głośne medialne sprawy masakr, dokonywanych przez młodych ludzi w szkołach, na uniwersytetach czy też na norweskiej wyspie Utoya. Bardzo istotnym i interesującym wątkiem spektaklu jest analiza popkulturowego fenomenu mordercy i mechanizmów jego powstawania. Przedstawienie jest znakomite: świetnie zakomponowana przez Mirka Kaczmarka przestrzeń, staje się punktem wyjścia do teledyskowego układu scen, które dzięki niebanalnym i ciekawym rozwiązaniom reżyserskim Marcina Libera łączą się w niezwykle precyzyjny mechanizm teatralny, którego główną siłą napędową są rozbuchane emocje aktorów. Emocjogenne są zwłaszcza refrenowe sceny coverów znanych współczesnych przebojów popkultury. W pamięci na długo pozostaną mi nowe wersje utworów „Pumped up kicks” Foster The People czy „Take me to church” Hoziera oraz ich „aktorskie teledyski”, w których napięcie między muzyką a aktorskim działaniem daje widzowi szansę przeżycia prawdziwego katharsis. Nie da się wybrać najlepszej sceny przedstawienia, bo jest ich bardzo dużo, na pewno świetna jest scena komunii, kojarząca się z hiszpańskim filmem Mentiras i Gordas (Seks, kłamstwa i narkotyki) czy swoisty komentarz do „Ostatniej wieczerzy” Leonarda. Marcinowi Liberowi udało się coś szczególnego – połączył dobry „dyplom”, czyli spektakl pokazujący wachlarz świeżo pozyskanych przez studentów aktorskich umiejętności z poruszającym przedstawieniem teatralnym na ważny temat. Najsłabszym ogniwem jest adaptacja Michała Kmiecika – wszystko to można było zmieścić w półtorej godziny, z dużo większą korzyścią dla odbioru spektaklu. Aktorstwo młodych ludzi jest p o r u s z a j ą c e. Chociaż z wiadomych względów – brak doświadczenia – miejscami kuleje warsztat, to już chyba tylko w szkołach teatralnych możemy oglądać tak bezgraniczne oddanie roli, tak stuprocentowe bycie na scenie, te piękne, rozwibrowane, lśniące oczy, w których gości bezkompromisowość, czystość i gotowość dzielenia się sobą z drugim człowiekiem. Oglądać bohaterów „Amoku”, to jak napić się czystej wody ze studni, po latach żłopania chlorowanej kranówy. Gratuluję reżyserowi oraz twórcom, a młodym kolegom życzę, żeby tego błysku w oku nigdy nie zamienili na obsesję zwisających nie tak kosmyków czy źle położonego makijażu, która to obsesja po latach staje się wyznacznikiem aktorstwa większości profesjonalnych scenicznych wyjadaczy.